Mały pomocnik Mikołaja

Miałam nadzieję, że Baś będzie w przedszkolnym przedstawieniu świątecznym śnieżynką, aniołkiem lub innym białym stworkiem. Od jakiegoś czasu na wieszaczku w jej szafie wisi biała pettiskirt i czeka na odpowiednią okazję. Stało się jednak inaczej. Zapadła decyzja – grupa Basi będzie elfami. Przez tydzień powstawał elfowy strój.

Tunika i legginsy to wypróbowane wykrojniki, wykrój na butki zakupiłam TU a na czapkę TU.

SONY DSC

dsc06036web dsc06055web dsc06078web dsc06083web dsc06088web dsc06117web

Gdy zabrzmi „Last Christmas”…

Przygotowania do Świąt to temat w wielu domach drażliwy i niezrozumiały dla męskiej części domostwa. Zapał, euforia i zachwyt pojawiają się wraz z pierwszą emisją Last Christmas w RMF. Kobiety w amoku przeglądają gazetki marketowe w poszukiwaniu błyszczących durnostojek, które zbiorą calutki grudniowy kurz w mieszkaniu, kupują kolejne pudełka bombek (choć żadna się w zeszłym roku nie stłukła) i z błogością miziają mięciusie pledziki (w jedynym słusznym kolorystycznym połączeniu świątecznym: biel+czerwień. Koniecznie w stylu skandynawskim). Nic tak nie smakuje jak kawa z kubka w dzierganym wdzianku, a latarenka (w wersji XXL) stoi już chyba w każdym możliwym pomieszczeniu w domu. Jeszcze tylko ręczniczki w renifery, mikołajowa ozdoba na sedes i – JESTEŚMY GOTOWI!

Nie bez znaczenia pozostaje dobór garderoby na czas uroczystego świętowania. Musi być pięknie i wygodnie (dzianina choć mało elegancka, świetnie poradzi sobie z 12 daniami na wigilijnym stole). Miałam w tym roku plan, by wszystkich domowników odziać w okazjonalne czerwone lub zielone sweterki z reniferem/Mikołajem/choinką. Nasz lokalny SH przewidział takie zapędy i wygospodarował specjalny wieszak z wdziankami  prosto z filmu Bridget Jones. Żarty żartami, sweterki były średniej jakości i absurdalnych rozmiarów (niczym dla Big Johna z Texasu). Choć niektóre aplikacje rozczulały, zrezygnowałam z zakupu.

Motorem napędowym do stworzenia świątecznej kreacji dla Baśki był konkurs szyciowo-fotograficzny organizowany przez sklep internetowy z dzianinami Dresówka.pl. Nie mogłam zaprzepaścić takiej szansy, wszak nagrody zacne. Tym sposobem powstała sukienka ze sznurowaniem na pleckach z cudownej dzianiny w brokatowe śnieżynki. Za halkę posłużyła czerwona pettiskirt (zarówno sukienkę, jak i spódniczkę można z powodzeniem nosić osobno).

 

dsc05715web dsc05744web dsc05764wweb dsc05769web dsc05779web dsc05789web dsc05804web dsc05816web

We believe we can fly…

Każdy wpis, a w zasadzie jego początek to istna droga przez mękę! Bo ileż można pisać (i czytać) o tym, że pomysł kiełkował od dawna, że zabierałam się do niego bardzo długo, że to kolejna kurtka w garderobie dziecka….?

A zatem…. Pomysł na sesję inspirowaną lotnictwem kiełkował we mnie od dawna. Zaczęłam od wydrukowania wykroju na kurtkę dla Kuby jakiś rok temu, by przez kolejne miesiące gromadzić materiały (w zasadzie mogłam to załatwić w ciągu 15 minut). W ogromnych męczarniach, w upalne wieczory, toczyła się nierówna walka pomiędzy mną, sztucznym futrem i dzianiną skóropodobną. Do pomocy zaprzęgnęłam: silikonową bazę pod makijaż, oliwkę Bambino, papier do pieczenia i taśmę klejącą. Po kilku godzinach kwiecistych wiązanek powstała nie pozbawiona niedoróbek kurtka. Następnie znalazłam wykrój na czapkę pilotkę i przez kolejne tygodnie rozkmniałam z czego ją uszyć. Doświadczona pracą z dzianiną postanowiłam spróbować swych sił w szyciu skóry. Ale… zakup kawałka skóry to nie taka prosta – hop siup – sprawa.  Nie mając żadnego doświadczenia w szyciu tej materii, nie wiedziałam jakiej grubości i rodzaju kawałka potrzebuję. Na szczęście trafił mi się kawałek idealny! Nie powiem by szycie skóry było najłatwiejszym zajęciem na świecie, ale z pewnością łatwiejszym niż szycie skórzanej podróby – dzianiny. Z marszu doszyłam jeszcze jedną czapę (ze znienawidzonej dzianiny), bo zamarzyła mi się sesja rodzeństwa. Na allegro zakupiłam motocyklowe gogle, które odpowiednio postarzyłam, by nie raziły w oczy lustrzaną powierzchnią pseudo chromu. Udało mi się również pożyczyć kurteczkę dla Basi w podobnym charakterze.

No i pozostało czekać na pogodę. Przegapiłam (a w zasadzie nie byłam gotowa) cieplutkie wrześniowe popołudnia, przeczekałam październik (tudzież pIździernik), aż w końcu nastało popołudnie idealne! Na niebie chmurki, miłe ciepełko, bezwietrznie; padł rozkaz: „Jedziemy na foty”.

Do uszycia kurtki wykorzystałam ten wykrój  ->KLIK<-

Czapka pilotka powstała z wykorzystaniem tego wykroju ->KLIK<-

 

dsc04354web dsc04368web dsc04389web dsc04444web dsc04527-editweb1 dsc04544web dsc04546web dsc04573web dsc04641aweb dsc04703web

 

Merida (dość) waleczna

Od momentu, gdy nasze dzieci zaczęły wykazywać zainteresowanie szklanym ekranem, nasze gusta telewizyjne pomału znikały wśród JimJam, MiniMini, Cbeebies, Boomerang itp. Dość cierpliwie znosiliśmy kolejną projekcję „Aut”, Toy Story”, „Wall-e” czy „Krainy Lodu”. Nie wiedzieć czemu zainteresowania nie wzbudziły „Król Lew”, „Madagaskar” czy inne zwierzęce animacje.  Każda nowość proponowana przeze mnie przyjmowana jest z dużą rezerwą i wymaga odpowiedniej oprawy (popcorn, sterta poduszek, wieczorny klimat…). Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać po „Meridzie Walecznej”. Film znałam tylko ze słyszenia i rudej, kudłatej fryzury głównej bohaterki.

Po kilku projekcjach Baś śpiewała piosenkę z filmu, po kilku następnych zapragnęła być szkocką królewną… Dość buntownicza i uparta, niekoniecznie waleczna i odważna. Niedostatki charakteru trzeba było nadrobić strojem.

Sukienka powstała ze szmaragdowej dresówki pętelkowej w połączeniu z bawełną z elastanem w kolorze ecru.

Łuk powstał przy pomocy Piotra – stolarza.  Patyki do strzał to też jego zasługa. Udekorowałam drewniane elementy piórkami. Z karimaty stworzyłam kołczan, wypchałam pianką florystyczną, by strzały odpowiednio sterczały i nie wypadały w trakcie swobodnych harców.

DSC02081web DSC02090-Editweb DSC02096web DSC02100web DSC02114-Editweb DSC02167-Editweb DSC02181web DSC02182-Editweb1 DSC02255web DSC02256web DSC02273web DSC02326web DSC02340web DSC02395web

Pewnej zaprzyjaźnionej rodzinie serdecznie dziękuję za gościnę w murach Baszty ;).

DSC02410web

W drodze do domku babci

Bajka o Czerwonym Kapturku to chyba jeden z najczęstszych motywów przebieranych sesji plenerowych. Jakiś czas temu trafiłam na przepiękną sukienkę w lumpeksie. Wykorzystałam ją wcześniej do kilku sesji ( o tym kiedy indziej).  Ale oczywiście miałam na nią bajkowy plan. Do kompletnego stroju potrzebowałam pelerynki i fartuszka. Tą pierwszą uszyłam z czerwonej bawegi i podszewki poliestrowej z wykorzystaniem tego darmowego wykroju .  Fartuszek powstał z resztek bawełny i koronki bawełnianej. Sesja odbyła się w naszym ulubionym lesie (jeździmy tam na wszystkie leśne zdjęcia) i trwała szalenie krótko (Baś nie przepada za skomplikowanym podłożem…)

Efekty zalegały na dysku jakąś dłuższą chwilę. Zaprezentowałam wcześniej kilka zdjęć na swoim fanpage’u,  ale najbardziej lubię pokazywać serie zdjęć, które układają się w opowieść. Korzystając z nadprogramowego dnia wolnego i porządkując dysk, wyciągnęłam na światło dzienne  zalegające pliki i jestem gotowa zaprezentować leśno-bajkową przygodę Basi.

DSC01125web DSC01128web DSC01148web DSC01150aweb DSC01181web DSC01204web DSC01229web DSC01289web DSC01299web DSC01312web DSC01322web

Niekoniecznie upalne lato

Oj miałam nosa wiosną szykując Basi ten strój w marynistycznych barwach. Jakoś po cichu miałam nadzieję, że nie powtórzą się zeszłoroczne upały.  Dodatkowo w asortymencie mojego ulubionego sklepu z dzianinami pojawił się idealny jersey w biało, granatowe paski. Tunika powstała według wypróbowanego przeze mnie wielokrotnie wykroju –>klik<– . Czapeczkę również możecie uszyć samodzielnie! Tu można zakupić wykrój –>klik<–.

 

DSC06634 DSC06640 DSC06646 DSC06671 DSC06677 DSC06691 DSC06704 DSC06763a

Jeszcze więcej delikatności

Czy jest coś, co może sprawić by delikatna z natury spódniczka zyskała na delikatności? Jasne, że jest. Dołożenie do spódniczki w kolorze brzoskwiniowym koronki po sugestii klientek, ostatecznie przekonało mnie, że należy włączyć takie spódniczki do oferty. Szczegóły już wkrótce, tymczasem zapraszam do obejrzenia zdjęć z testowania najnowszej pettiskirt.

DSC01649web DSC01711web DSC01745web DSC01772web

Szycie w rozmiarze mini

Na tą lalę czaiłam się od dawna. W zasadzie od chwili, gdy kolejna książka Tone Finnanger znalazła się w mojej kolekcji. Z okładki spoglądała na mnie taka słodycz, że prędzej, czy później musiałam po nią sięgnąć. Nie była to moja pierwsza przygoda z Tildą. Z książkowych wykrojów powstały niedawno Wielkanocne ozdoby, o których możecie przeczytać tutaj.  Wiedziałam, że będę przeklinać jak szewc wycinając i zszywając te absurdalnie malutkie galotki, fartuszek i kurteczkę. Tak też było. Znad maszyny leciały słowne wiązanki (szeptane półgębkiem, bo dzieciaki w pokoju obok), a koniec prac skwitowałam solidnym westchnieniem ulgi.

Lala powędrowała oczywiście do Basi. Miałam szczwany plan uchnąć ją za parę złotych, ale Baś sprytnym oczkiem przyuważyła moje poczynania i kategorycznie (!) „poprosiła” o nią.

No cóż… Po każdym kolejnym podejściu do skandynawskich bibelotów i męczarniach z maciupkimi kawałkami tkanin, mam cichą nadzieję, że nie będę musiała szyć strojów dla Barbie…DSC01900web DSC01902web DSC01905web DSC01909web DSC01911web DSC01916web DSC01919web DSC01921web DSC01935web DSC01950web DSC01970web DSC01981webilda

 

 

Śniadanie u Tiffany’ego

Uszyta zimą sukienka w cudownym odcieniu granatu miała zostać użyta do sesji gdy nastaną ciepłe dni.  Nie będę rozpisywać się o inspiracji do stylizacji – znawcy kinematografii zapewne rozpoznają o jaką postać chodzi. Na potrzeby dziewczęce nieco zmodyfikowałam ubiór oraz dobrałam mniej uczęszczaną, niż główna ulica miasta, miejscówkę (zdecydowanie wolę fotografować w zaciszu miejskich zakamarków bez ciekawskich spojrzeń przechodniów).

Sukienka uszyta została z tafty i tiulu (podszewka sukienki bawełniana, bo tafta okazała się mało przyjemna dla dziecięcego ciałka).

Rękawiczki kupiłam na aliexpress (zmniejszyłam do Basiowego rozmiaru)

Okulary – moje 😉

DSC00973web DSC00977web DSC01084web

 

Glamour według Basielki

Pojęcie mody dla prawie czterolatki ogranicza się do koloru różowego i brokatu. Owszem, udaje mi się czasem przemycić do przedszkola legginsy i t-shirty, ale idealnie by choćby element wzoru, nadruku, czy choćby skarpetki , były różowe. Odpowiedzią na te upodobania był komplecik na chłodniejsze dni. Kurteczka wyszła ciut za duża, spódniczkę dopasowałam do rozmiaru kurtki i zakładam, że na sezon jesienny (wiosna 2017?) będą pasowały idealnie.

Kurteczka została uszyta z resztek grubej dresówki drapanej. Literkę B na pleckach ułożyłam z termodżetów i naprasowałam. Wystarczyło wydrukować odpowiedniej wielkości literkę (wybór czcionki – zadanie na dobrą godzinę) w odbiciu lustrzanym (nie wzięcie tego faktu pod uwagę – kolejna godzina zmarnowana), poukładać za pomocą pęsety różnej wielkości cyrkonie klejem do góry na folii transferowej Hot-fix. Następnie obrócić folię z naklejonymi dżetami i umieścić w docelowym miejscu. Zaprasować (dość długo). Zastosowanie kamieni o różnych wielkościach nie było najlepszym wyborem – małe kamyczki nie dostawały wystarczającej ilości ciepła, bo dostępu do nich broniły większe cyrkonie. Te mniejsze musiałam dogrzać pojedynczo aplikatorem.

DSC00794web DSC00815web DSC00828web DSC00842web DSC00848web DSC00903web DSC00943