Dynie

Dynie z pluszu to nietuzinkowa jesienna ozdoba domu. Wprowadzi pomalutku w nastrój chłodniejszych dni, ciesząc jednocześnie oko ciepłą barwą.

Wybrany przeze mnie materiał jest w idealnym – dyniowym kolorze. Dodatkowo jest przyjemnie mięciutki, a przy tym dość stabilny podczas szycia i ładnie podatny podczas wypychania. To materiał, który sporo wybacza i jest bardzo wytrzymały podczas intensywnego wypełniania kulką silikonowa. Ten plusz i pozostałe materiały można nabyć w sklepie dresowka.pl.

Dynie można uszyć również z grubej dresówki drapanej czy starego swetra ale z doświadczenia wiem, że należy być bardziej dokładnym podczas ich wypełniania gdyż na gładkiej powierzchni wszelkie nierówności będą bardziej widoczne. Wypróbowałam również minky, ale z racji tego, że jest to dość kapryśny materiał, z ulgą przyjęłam pojawienie się pomarańczowego pluszu w ofercie sklepu.

Całe moje dyniowe szaleństwo pochłonęło 2 metry pluszu, niecałe 0,5 metra dzianiny dresowej i ok 2 kg kulki (posiłkowałam się też wypełnieniem z nieco wysłużonej poduszki – w ramach upcyclingu oraz resztkami pluszu pozostałymi po wycięciu elementów dyni. U mnie nic się nie marnuje;))

Szyjąc używałam igły do stretchu, zmniejszyłam nieco napięcie nitki i wydłużyłam ścieg – by był mniej podatny na zrywanie.

Wy również możecie uszyć takie dynie. Zerknijcie do instrukcji, którą przygotowałam dla sklepu dresowka.pl. —– > KLIK <——–

 

Mehndi

Mehndi – “hinduski zwyczaj dekorowania dłoni i stóp panny młodej skomplikowanym wzorem ze sproszkowanych liści henny”.  Wzór zaiste skomplikowany, ale niejednokrotnie zapierający dech w piersiach. Pod taką nazwę znajdziemy przepiękny wzór z najnowszej jesiennej kolekcji sklepu dresowka.pl. Urzekł mnie momentalnie, widziałam kolejny płaszczyk – tym razem z podszewką na chłodniejsze dni. Tkaninowy rachunek sumienia – przejrzenie zapasów i oferty sklepów internetowych nie dało rezultatu w postaci idealnej podszewki pikowanej.  Bo czyż nie byłoby grzechem użycie klasycznej pikówki w romby do tak finezyjnego wzoru? Jakkolwiek dość swobodnie podchodzę do łączenia barw, ten zestaw wzorów nie mógł opuścić mojej pracowni.

Siedzę przed monitorem, wpatruję się we wzór, widzę cień szansy, że świeżutka propozycja sklepu pojawi się na softshellu i nagle – olśnienie! Moja najświeższa fascynacja: free motion quilting – pikowanie z wolnej ręki wydaje się być rozwiązaniem idealnym. Sama zrobię sobie pikówkę! W szufladzie spoczywa podszewka, w składziku owata – pozostało połączyć szpilkami i w efekcie przepikować we wzory nawiązujące to nadruku tkaniny. Nie wiem czy ktoś jest w stanie zrozumieć moją euforię i dumę z pomysłu, która rosła wraz z każdym wbiciem igły w “kanapkę” (połączenie kilku warstw do pikowania).

 

Kamuflaż

Późnosierpniowe poranki i wieczory to pora by zacząć myśleć o garderobie jesiennej. Zeszłoroczne kurteczki softshell, z których Baś już wyrosła, grzeją inne ciałko, a u nas maszyna grzeje się by zdążyć przed prawdziwymi chłodami września (prognozy są szalenie optymistyczne). Pierwsze podejście – kurteczka nr 1 to sprawdzony krój od Chicestilo, modyfikowany na nasze potrzeby. Wcześniejsze realizacje z jego użyciem możecie obejrzeć tu, tu, i jeszcze tutaj.  Tak go polubiłam, że z lenistwa nie szukam już innych (na nadchodzący sezon jesienny szykuję jeszcze co najmniej jedną kurteczkę w tym stylu).

Wykrój to jednak dość wymagający, wymagał pewnych przeróbek, o których pisałam już wcześniej przy okazji prezentacji kurteczki w ptaszki. Kolejne zmiany, to nadanie bardziej “bombkowego” charakteru, który towarzyszy nam już od zeszłego roku (w dwóch różnych wydaniach – zerknijcie na wcześniejsze wydania).  Kilka warstw softshellu do przeszycia to też nie jest najłatwiejsze zadanie – w kilku miejscach szyłam baaardzo powoli posługując się jedynie kołem zamachowym maszyny. Igieł złamanych nie liczę (na takie okazje sięgam po okulary, by przed odłamkami igły chronić swoje oczy).

A miejsce do zdjęć napatoczyło się dość przypadkowo. Miałam inne plany fotograficzne na tą sesję, ale charakter nadruku – charakter kameleonów. Ostatecznie wylądowałyśmy w pachnącej pomidorami szklarni, gdzie wśród zieleni liści i czerwieni owoców, kurtka prezentowała się znakomicie.

 

Nareszcie!!!

Jakiś czas temu wspominałam o kolejnych kolorach tkaniny na spódniczki pettiskirt, które regularnie wprowadzałam do oferty. Do szczęścia brakowało jednego odcienia – ciemnego, wysyconego, amarantowego różu.

Dziś odebrałam sporą belkę wymarzonej tkaniny. Zasiadłam do maszyny natychmiast, jeszcze dziś chciałam koniecznie zaprezentować nowy kolor. Szybka sesja w przydomowym ogródku w towarzystwie dojrzewających jeżyn.

Fortepian

Sukienka uszyta jeszcze w zeszłym roku, inspirowana była kostiumami filmowymi. Tym razem musiała poczekać na nasz pobyt na plaży, by w pełni oddać klimat, który chciałam osiągnąć.

Kapelusz już któryś raz wykonałam z typowego kapelusza słomkowego zakupionego w sieciówce. Kilka ruchów nożyczkami, obszycie lamówką, doszycie tasiemek i nakrycie głowy nabrało kompletnie innego charakteru.

 

Nadmorskie klimaty

Wakacje nad polskim morzem na stałe wpisały się w kalendarz letnich wojaży naszej rodziny. W tym roku padło na Świnoujście. Miałam w planach konkretne kadry, uszykowałam dla dzieciaków stylizacje. Z pomocą przyszedł mi lokalny second-hand, gdzie zakupiłam koszulę dla Kuby (damska, r0zmiar 36) oraz damską spódnicę z haftowanego batystu z myślą o przerobieniu jej na bluzeczkę dla Basi.

Na sesję wymarzyłam sobie okolice Młyna – miejsce dość oblegane za dnia. Nie mogłam liczyć na brak ludzi o zachodzie słońca, pozostała jedna opcja – wczesna pobudka i sesja o wchodzie słońca. Nie spodziewałam się zbytniego entuzjazmu, jednak dzieciaki stanęły na wysokości zadania, a nagrodą były cieplutkie bułki na śniadanie o 6:30 rano.

 

Kolorowy zawrót głowy

Pamiętam jak dziś, gdy zaczynałam swoją przygodę z prowadzeniem firmy, z szyciem na sprzedaż, spódniczki pettiskirt były moim sztandarowym produktem – modelem, który zapewnił mi rozpoznawalność. Do dyspozycji miałam wówczas całkiem pokaźną paletę barw materiału, z którego szyłam dla Was falbaniaste cuda. Z czasem wybór kolorów powiększał się i obecnie coraz trudniej zdecydować się na jeden – idealny odcień spódniczki. Ostatnio do grona barwnego towarzystwa dołączyły: żółty kanarkowy, zielony leśny i chabrowy. Z tej okazji powstały zdjęcie nieco żartobliwe i , dla znających temperament i charakterek mojej córy, przerażające.

Zdecydowanie wolę Basię w wydaniu pojedynczym.

Szkolimy…

Dla tych, którzy śledzą moje poczynania, tajemnicą nie jest, że na co dzień pracuję w szkolę. Nauczanie weszło mi tak w krew, że postanowiłam spróbować swoich sił w nauczaniu edycji zdjęć. Z powodzeniem przeprowadziłam kilka szkoleń w różnych miastach w Polsce. Ostatnio miałam ogromną przyjemność współprowadzić weekendowe warsztaty z zakresu fotografii dziecięcej i fotomontażu z moją fotograficzną pokrewną duszą – Anią Węcel. Na miejsce szkolenia wybrałyśmy wyjątkowe miejsce w Wielkopolsce – Chatę Miłkowską, gospodarstwo agroturystyczne przygotowane z myślą o najmłodszych gościach. W sielskich klimatach tworzyłyśmy wyjątkowe obrazy. Na wielu z nich z pewnością rozpoznacie ubrania z wcześniejszych sesji Basi.

Zapraszam do obejrzenia kilku kadrów.

American Girl

Polka dots – ukochany motyw. Niezwykle dziewczęcy, uroczy, prosty, nieskomplikowany i nienachalny. Już na dobre zagościł w sukienkach z halką pettiskirt, któe oferuję na indywidualne zamówienie od kilku lat w sezonie letnim

Tym razem sięgnęłam po inny krój – z rękawkami i zapięciem z przodu. Nie zrezygnowałam jednak z halki typu pettiskirt (to ona zapewnia spektakularny efekt).  Od dawna też miałam w planach wykonanie ogromnej atrapy lizaka (z wykorzystaniem makaronów basenowych i czerwonej taśmy pakowej). W klimatycznych zakątkach naszego miasta powstały kadry w stylo vintage. Nie mogło zabraknąć też oldschoolowej Coca Coli w szklanej buteleczce.

 

 

Dla Syna

Remont pokoju synka tuż przed jego uroczystością Pierwszej Komunii Świętej był pretekstem do uszycia kolejnej kołderki – prostej geometrycznej, jednym słowem – “męskiej”. projekt typu Shadow Box Quilt, dający ciekawe optycznie złudzenie wisiał zawieszony na mojej pinterestowej tablicy od kilku miesięcy. Dobór kolorów był oczywisty – musiał pasować do nowego pokoju Kuby. Również motyw prostokątny i linie pikowania nawiązują do stylistyki wymarzonego pokoju: w końcu “młodzieżowego”, nie dziecięcego. Wykorzystałam amerykańskie tkaniny z kolekcji jednobarwnych tkanin Kona, a “plecki” quilu to polska bawełna. Wypełnienie to owata 0 gramaturze 200, co zapewni miłe ciepełko w zimowe wieczory.