Pobudka

Nie bardzo wiem, czy tej zimy niedźwiedzie zdołały zapaść w porządny, głęboki sen. Czy wysokie temperatury nie przeszkodziły im w solidnej drzemce. Wiem natomiast, że te, które zasnęły, niedługo będą przecierać zaspane oczy i wychodzić na wiosenne słoneczko. Te nieśpiące rozsiadły się wygodnie na moim nowym pledziku. Całe 25 sztuk!

Każdy projekt to dla mnie nowe wyzwanie, z każdym kolejnym uczę się czegoś nowego. Tym razem sięgnęłam po materiały z odzysku. Główki miśków zostały uszyte z koszul męskich. Zbierałam je ponad rok! Kawałki tych tkanin wykorzystałam również szyjąc “plecki”, czyli spód, quiltu (pledu).

Dodatkowo pierwszy raz sięgnęłam po projekt niezwykle utalentowanej projektantki – Elizabeth Hartman – dość czasochłonny, ale prosty w wykonaniu. Już mam apetyt na kolejne!

Pled wypikowałam wzorem nawiązującym do naturalnego środowiska niedźwiadków, oblamowałam pierwszy raz szyjąc zygzakiem.

Tęczowy koń

Moja córka uwielbia konie. Podchodzi do nich z ogromną ostrożnością i rezerwą. Czuje respekt do dużego zwierzęcia i stara się ufać trenerowi. ogląda seriale z końmi w roli głównej, jednak wciąż z rezerwą podchodzi do pomysłu nauki jazdy. Szanuję i nie przyspieszam jej decyzji o zacieśnianiu więzi.

Tymczasem w ręce wpada przepiękny panel drukowany we wzór, obok którego żadna dziewczynka nie przejdzie obojętnie. Panel dość mały by samodzielnie mógł stanowić kocyk. Musiałam dorobić szereg ramek. Sam panel wypikowany został wieloma kolorami nici (co widać na spodzie kocyka). Te same kolory powtórzyłam w pierwszej od środka ramce przeszywając linie w różnych kolorach. Kolory z panelu przeniosłam na malutkie kwadraciki w kolejnej ramce (przepikowałam bezbarwną nicią by nie zakłócić żadnego z kolorów). Ostatnia ramka jest po prostu czarna, a całość zamyka wielokolorowa lamówka.

Pierwsze trójkąty wiosny nie czynią…

Ktokolwiek obserwuje moje patchworkowe próby, zauważy pewną prawidłowość. Dotychczas zszywałam wyłącznie kąty proste. Kwadraty i prostokąty – nie wychodziłam poza bezpieczną strefę.

Tymczasem trójkąty bardzo często pojawiają się w moim ulubionym cyklu na YouTube – Midnight Quilt Show. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji tam zajrzeć, koniecznie spróbujcie. Prowadząca Angela Walters z dużą dozą humoru pokazuje jak stworzyć wyjątkowe quilty. Odcinki są po angielsku, ale każdy, kto będzie miał kłopoty ze zrozumieniem, może po prostu nacieszyć oko feerią barw. Przy kolejnym sezonie programu postanowiłam podjąć trójkątowe wyzwanie o nazwie HST (half square triangle).

Kwestia wyboru kolorystyki do sypialni próbowała się rozwiązać już któryś miesiąc. Szare ściany i białe dodatki potrzebowały barwnych plam. Turkusowych? Różowych? Wybór, zaskakujący dla mnie samej, padł na zielenie. Wystarczyły świeczki  w Pepco, które kompletnie pokrzyżowały moje kolorystyczne plany. Przegląd szafy, małe zakupy, pomiary i obliczenia. Układ trójkątów na narzucie miał z założenia być chaotyczny. Koleżanki z grupy fb Patchwork po Polsku doradzały jednak, by ów chaos spróbować zaplanować. Czy mi się udało? Żmudnie układane w idealnie zaplanowany chaotyczny wzór trójkąty, postanowiły w trakcie zszywania zmienić swoje miejsce w szeregu i i planowany chaos już nie do końca był taki zaplanowany.

Wśród dodatków znalazło się jeszcze więcej świeczek oraz dziergane koszyczki, które wykonała dla mnie Agnieszka z hoohooworld. Jeszcze tylko ściany czekają na ubranie w botaniczne plakaty. I tak gotowi czekamy na wiosnę;)

Dla Syna

Remont pokoju synka tuż przed jego uroczystością Pierwszej Komunii Świętej był pretekstem do uszycia kolejnej kołderki – prostej geometrycznej, jednym słowem – “męskiej”. projekt typu Shadow Box Quilt, dający ciekawe optycznie złudzenie wisiał zawieszony na mojej pinterestowej tablicy od kilku miesięcy. Dobór kolorów był oczywisty – musiał pasować do nowego pokoju Kuby. Również motyw prostokątny i linie pikowania nawiązują do stylistyki wymarzonego pokoju: w końcu “młodzieżowego”, nie dziecięcego. Wykorzystałam amerykańskie tkaniny z kolekcji jednobarwnych tkanin Kona, a “plecki” quilu to polska bawełna. Wypełnienie to owata 0 gramaturze 200, co zapewni miłe ciepełko w zimowe wieczory.

 

Potwór Bargello

Precuts – pod tą nazwą kryją się gotowe zestawy bawełny w wielu kolorach i  deseniach przycięte do tego samego rozmiaru: najczęściej paski i kwadraty. Uwielbiam te paczuszki, które zawierają kawałeczki tkanin z całej kolekcji. Komponują się ze sobą idealnie, bez możliwości popełnienia błędu na etapie łączenia wzorów. Większość z moich dotychczasowych tworów patchworkowych powstało właśnie z wykorzystaniem tych zestawów, dobierałam jedynie gładkie tkaniny w korespondujących odcieniach.

Tym razem skusiła mnie rolka jednobarwnych pasków z kolekcji gładkich tkanin Kona. Pastelowe kolory  z tej kolekcji już wcześniej wykorzystałam komponując Granny Square Quilt

Paski ułożyłam według porządku zaproponowanego przez projektanta, łącząc trzy takie zestawy, tnąc je następnie i układając w nowym porządku. Pikowanie takiego kolosa z grubą ociepliną wewnątrz było prawdziwą katorgą. Ręce bolały, narzuta ciężko przesuwała się po stoliku, ale efekt końcowy wart był wszelkich cierpień.

 

Wielki powrót

Z wielkim przytupem, z ogromną siłą, powróciły niczym bumerang. Skrawki tkanin, stopka do pikowania, lamówka…

Sprawczynią tego zamieszania jest Angela Walters, amerykańska quilterka, gospodyni youtubowego cyklu Midnight Quilt Show. Zafascynowana, obejrzałam kilka sezonów jednym ciurkiem, w myślach planując swój patchworkowy come-back. I tak kolejno powstawały:

Kołderka i dwie poszewki na jaśki z kolekcji tkanin Camelot od Miekkie.

Resztkowy misz-masz na facebookowy konkurs

Resztkowa mieszanka energetyczna: różowy z zielonym

Zaczęty jakoś przed laty Granny Square Quilt

I Baby Jane – quilt z poszewką do dziecięcego pokoiku

Świąteczne dekoracje

W zeszłym roku, w upalne dni wybierałam w amerykańskim sklepie z tkaninami patchworkowymi wzorów na bożonarodzeniowe dekoracje. Tak, to najlepszy czas by dokonać tego typu zakupów i zdążyć z szyciem do Świąt. Wybrałam piękny zestaw biało-szaro-czerwony z motywem reniferów, śnieżynek, serc i napisów. Niewiele udało mi się wtedy uszyć, w zasadzie szycia było bardzo niewiele….

W tym roku, skończywszy realizację świątecznych zamówień na sukienki i spódniczki, wzięłam na warsztat resztę tkanin z zestawu. Kolejno powstały:

  • bieżnik
  • poduszek
  • pled patchworkowy

Jeszcze więcej skrawków…

“Skrawki życia” to uroczy film obyczajowy, w którym grupa kobiety szyje quilt (narzutę z kawałków tkanin) dla przyszłej panny młodej. To zdecydowanie mój faworyt wśród filmów, w których przewija się szycie – obejrzałam go co najmniej kilkakrotnie.

Fascynacja patchworkiem pojawiła się zaraz na początku mojej przygody z szyciem. Pierwsza kołderka powstała z zakupionego w USA charmpacka (zestaw równo przyciętych kwadratów z jednej kolekcji tkanina, gotowy do zszywania). Służy nam do dziś. Był dość krzywy (wybrałam zbyt grube wypełnienie), ale dziecięco uroczy. Na pewno wyląduje w skrzyni z pamiątkami z dzieciństwa.

 

Kolejne “szyły się” dla zdobycia wprawy. Wciąż jednak poruszałam się w obrębie bezpiecznych kwadratów i gotowych zestawów tkanin (idealnie skomponowane kolorystycznie bez konieczności kupowania tkanin na metry, czy tłuste ćwiartki).

 

Powstała też duża narzuta na okrągłe urodziny mojej mamy do jej nowej sypialni…

 

I kolejna (również sporych wymiarów) dla Basiowej niani.

 

Próbowałam również techniki “puff quiltu”…

 

i “rag quiltu”.

 

 

Szycie patchworków to ogromna frajda, zwłaszcza gdy szyjemy kołderkę z myślą o konkretnej osobie. Są etapy, które chętnie powierzyłabym innym (pikowanie), ale przy odpowiednim nastawieniu można i ten fragment pracy nad projektem przejść w miarę bezboleśnie.

Prawdę mówiąc, kończąc ten wpis o moich patchworkach, nabrałam ogromnej ochoty na uszycie kolejnego. Ostatni powstał w czerwcu ubiegłego roku i chyba zatęskniłam za zszywaniem kwadracików i nowym projektem 😉