Ogrzewamy zimą łepetynki

Końcem zimy, przy rosnących temperaturach, pozwolę sobie przywołać temat okrycia głowy maluchów gdy pogoda sprzyja raczej do sięgnięcia po opaski, baseballówki czy cienkie dzianinowe czapeczki. Swojego czasu, po prezentacji uszytych przeze mnie komino-kapturków, zebrałam spore cięgi za niepraktyczność tychże w polskich warunkach.  Ubrania dla dzieci lubię traktować z przymrużeniem oka. Prawdopodobnie nie zdecyduję się ubierać  córci w bluzę, która nie zakryje newralgicznego obszaru nerek i brzuszka przy mocnym wietrze. Nie pozwolę również synkowi biegać z nieokrytą szyją, gdy temperatura oscyluje w okolicach zera. Ale lubię mieć do dyspozycji gadżety ubraniowe, którymi moje dzieciaki są po prostu zachwycone i pozwalam im wykorzystać je bez uszczerbku na ich zdrowiu.

Takie okrycia główek uszyłam z dwóch wykrojów (jeden z nich testowałam na etapie projektowania dla Heidi nad Finn, moje zdjęcie prezentuje ten produkt) TEGO i TEGO.

Maluchy wyglądały w nich obłędnie,  miały sporo frajdy z noszenia tych kapturków.

Tiulowe wariacje…

…czyli wariacje na temat tiulu i wariacje od tiulu. W poszukiwaniu odmiany od klasycznych spódniczek tiulowych, sięgnęłam dla urozmaicenia po wstążkę atłasową, by nadać spódniczkom nieco inny charakter. Powstały dwa modele:

Praca nad takimi spódniczkami to kompletnie inna bajka (w porównaniu do zwykłych tutu). Sporo monotonnego szycia. Na uszycie każdej z nich należy poświęcić kilka godzin. Wskazówki jak uszyć takie spódniczki można znaleźć w internecie (np. Youtube) wpisując hasło „ribbon tutu”. Pozostaje zaopatrzyć się w tiul i wstążki, zarezerwować sporo czasu i stworzyć kreację na specjalną okazję dla młodej damy 😉

Z zimowej gąsienicy we wiosennego motyla….

Gdy w powietrzu czuć nadchodzące ciepełko, gdy ustępują mrozy i topnieje śnieg, w człowieku budzi się potrzeba odmiany. By w końcu zrzucić grube kurtki, a czapki i szale schować głęboko w kąt. By sięgnąć po kolorowe tkaniny i stworzyć coś, co natychmiast będzie przywodzić na myśl wiosnę. I tak w poszukiwaniu inspiracji trafiłam na przecudny wykrój motylkowych skrzydełek, o TU. To idealny pomysł na wykorzystanie resztek tkanin. Powstały dwie pary skrzydełek: jedne w charakterze typowo wiosennym, drugie miały towarzyszyć okolicznościowemu wpisowi walentynkowemu, jednak choroba córci zmusiła do przełożenia prezentacji gotowego wyrobu

Jeszcze więcej skrawków…

„Skrawki życia” to uroczy film obyczajowy, w którym grupa kobiety szyje quilt (narzutę z kawałków tkanin) dla przyszłej panny młodej. To zdecydowanie mój faworyt wśród filmów, w których przewija się szycie – obejrzałam go co najmniej kilkakrotnie.

Fascynacja patchworkiem pojawiła się zaraz na początku mojej przygody z szyciem. Pierwsza kołderka powstała z zakupionego w USA charmpacka (zestaw równo przyciętych kwadratów z jednej kolekcji tkanina, gotowy do zszywania). Służy nam do dziś. Był dość krzywy (wybrałam zbyt grube wypełnienie), ale dziecięco uroczy. Na pewno wyląduje w skrzyni z pamiątkami z dzieciństwa.

 

Kolejne „szyły się” dla zdobycia wprawy. Wciąż jednak poruszałam się w obrębie bezpiecznych kwadratów i gotowych zestawów tkanin (idealnie skomponowane kolorystycznie bez konieczności kupowania tkanin na metry, czy tłuste ćwiartki).

 

Powstała też duża narzuta na okrągłe urodziny mojej mamy do jej nowej sypialni…

 

I kolejna (również sporych wymiarów) dla Basiowej niani.

 

Próbowałam również techniki „puff quiltu”…

 

i „rag quiltu”.

 

 

Szycie patchworków to ogromna frajda, zwłaszcza gdy szyjemy kołderkę z myślą o konkretnej osobie. Są etapy, które chętnie powierzyłabym innym (pikowanie), ale przy odpowiednim nastawieniu można i ten fragment pracy nad projektem przejść w miarę bezboleśnie.

Prawdę mówiąc, kończąc ten wpis o moich patchworkach, nabrałam ogromnej ochoty na uszycie kolejnego. Ostatni powstał w czerwcu ubiegłego roku i chyba zatęskniłam za zszywaniem kwadracików i nowym projektem 😉

Do ostatniego skraweczka…

Wśród moich noworocznych postanowień – tych całkiem oczywistych, znalazło się i takie, które dotyczy stricte mojego hobby. Obiecałam sobie, że nie zakupię ani grama dzianiny, póki nie wykorzystam choćby połowy z tego, co obecnie chomikuję we wszystkich możliwych zakamarkach mojego domu. Sprawa o tyle poważna, że gromadzę, oprócz zgrabnych i wymiarowych kawałków (100 x 150), również ścinki, których najnormalniej w świecie żal mi wyrzucić.

W przypływie weny i przerzucania sterty kawałków, zaplanowałam kolejną sukienkę dla córci. Wyłowione skrawki zapowiadały szaleństwo kolorystyczne, które jeszcze kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia. I tak w roli głównej wystąpiły: jersey w kolorze koralowym i fuksji, pomarańczowa pętelka (resztka po dyniowej kreacji). Ściągacz w żółtym kolorze przeznaczony był do realizacji innego projektu, ale przecież zawsze można dokupić ;). Kieszonki, jako jedyne, wycięłam z większego kuponu dzianiny (znając życie zabraknie mi kiedyś tych kilkunastu centymetrów i będę musiała dokupić kolejny metr….).

Wykrój – nasz ulubiony (mój i Basiowy). Pisałam o nim TU i uszyłam już około 10 sukienek z jego wykorzystaniem.

 

Catwoman

Weekendowym wieczorem, gdy uporałam się z bieżącymi zamówieniami na spódniczki pettiskirt, przyszła pora na odmianę. Czasem stukot maszyny bywa męczący, sięgam wtedy po inne projekty. Uwielbiam działalność i projekty Chrisa z Lost Wax. Zaskakujący dobór materiałów (i ich dostępność) oraz relatywnie niska cena gotowego produktu sprawiła, że kolejny raz wykorzystałam jeden z pomysłów na przebranie. Maska kobiety-kota powstała w jeden dłuuugi wieczór. Legginsy i top uszyłam ze sprawdzonych wykrojów następnego dnia rano, by po południu rozwinąć tło fotograficzne i odpalić lampę studyjną, z którą pomalutku się zaprzyjaźniam.

 

Balerina

Chyba każda dziewczynka przechodzi czas fascynacji baletem, tańcem, zwiewnymi sukienkami… Po (dość burzliwych ) konsultacjach z córką wybrałyśmy właśnie taki strój na przedszkolny bal przebierańców. Tutu – wiadomo sprawa trywialna, jednak zakupione rok wcześniej na wyprzedaży body baletowe okazało się kiepskim wyborem na tą okazję, gdyż nie miało zapięcia w kroku, co w pewnych sytuacjach mogło przerosnąć możliwości czterolatki ;). Koncepcja musiała ulec zmianie. Na szczęście na ratunek przyszedł wypróbowany wcześniej wykrój na sweterek baletowy oraz różowy podkoszulek.

W oczekiwaniu na cieplejsze dni…

Zimowe wieczory dłużą się strasznie. Każdy z niecierpliwością wypatruje cieplejszych dni. Nauczona doświadczeniem, wykorzystuję ten czas na szykowanie kreacji do letnich sesji fotograficznych.  Przeglądam przepastne szuflady z materiałami, dobieram wykrój i… kilka wieczorów później – kreacja gotowa. Zmodyfikowałam nieco oryginalny wzór, dodając ulubiony dół z koła z halką typu petticoat. Choć miałam nieco inną wizję kolorystyczną, postanowiłam wykorzystać najpierw materiały, które już dłuższy czas zalegały zapomniane.

Góra sukienki uszyta została według tego wykroju.

Powrót do przeszłości

Jakoś tak całkiem przypadkiem umknął mi zeszłoroczny (przed)świąteczny temat. W ferworze przygotowań do Gwiazdki zapomniałam zamieścić słów kilka połączonych z  życzeniami…

W tym roku nadrabiam zaległości wykorzystując zeszłoroczne kadry.

Zdjęć rodzeństwa – Kuby i Basi – jak na lekarstwo.  Trudno ich złapać przed obiektywem jednocześnie w optymalnym nastroju, z chęcią do zdjęć (chylę czoła przed zawodowymi fotografami). Jeśli widzę po kilku klatkach, że nic z tego nie będzie, odpuszczam pomimo trudu wcześniejszych przygotowań. Każde z nich ma swoje pomysły na zdjęcia ( i stylizację). Nie wspomnę tu z szacunku dla czytających, do jakich forteli musiałam się posunąć, by uzyskać (w miarę) zamierzony efekt.

Specjalnie szyłam dla Baśki bolerko. Urzekł mnie ten wykrój. Wybrałam po raz kolejny bawegę (memory). Tkaninę przez wielu nie do końca znaną, ale taką, która wybacza zagniecenia (większość można wygładzić ręką). Efekt, jak dla mnie, w pełni zadowalający. Przy okazji wykonałam kilka sztuk dla zaprzyjaźnionych fotografów jako strój do sesji foto-świątecznych.

 

Abyście kochani nie myśleli, że zawsze jest mega różowo – próba świąteczno-rodzinnego ujęcia sprzed dwóch lat…

To zdaje się moje ulubione zdjęcia świąteczne – poruszone, nieostre, kolorystycznie niedopracowane. Pokazują prawdziwą naturę moich dzieciaków i całej naszej rodziny.

W tym momencie pora złożyć życzenia wszystkim tu zaglądającym. Wesołych i  nie do końca perfekcyjnych i wyreżyserowanych Świąt! Pozwólmy sobie na odrobiną szaleństwa! Niech obrus będzie poplamiony łapczywym zajadaniem barszczu, niech czoła błyszczą od nadmiaru emocji przy opowieściach przy Wigilijnym stole. Niech parametry zdjęcia nie nadążają za ulotną chwilą! Byle zdjęcia nie zostały zapomniane na dysku bądź karcie pamięci w aparacie!

Wesołych!!!!! Świąt…

Mały pomocnik Mikołaja

Miałam nadzieję, że Baś będzie w przedszkolnym przedstawieniu świątecznym śnieżynką, aniołkiem lub innym białym stworkiem. Od jakiegoś czasu na wieszaczku w jej szafie wisi biała pettiskirt i czeka na odpowiednią okazję. Stało się jednak inaczej. Zapadła decyzja – grupa Basi będzie elfami. Przez tydzień powstawał elfowy strój.

Tunika i legginsy to wypróbowane wykrojniki, wykrój na butki zakupiłam TU a na czapkę TU.

SONY DSC

dsc06036web dsc06055web dsc06078web dsc06083web dsc06088web dsc06117web