Śnieżne ferie

W poszukiwaniu śniegu wybraliśmy się w miejsce, gdzie biały puch miał być gwarantowany – do Zakopanego. I rzeczywiście, nie zawiedliśmy się. Śniegu było prawie po przysłowiowe pachy. Korzystaliśmy z okazji, ja mogłam wyżyć się fotograficznie. Specjalnie na ta okazję przygotowałam strój, który miał wpasować się w górskie klimaty. Do kompletu kubek z cieplutkim napojem i zdjęcia robiły się same.

A z czego powstała ta zimowa stylizacja?
– kamizelka z futerka
– legginsy z białej dzianiny Mercedes
– bluza z polaru bawełnianego
– mitenki ze sweterka lumpeksowego
– getry z resztek dzianiny pikowanej w romby


Zawsze na czasie

Do ostatniej chwili czekałam. Wertowałam oferty sklepów w poszukiwaniu dzianiny idealnej. Bo w głowie był plan – zdjęcie rodzeństwa w świątecznym klimacie. Ale  takie bardziej portretowe, ponadczasowe, bez modnych tylko w tym roku dodatków.

Zakupy w sklepie Dresowka.pl kolejny raz uświadomiły mi, że dzieci ROSNĄ i że jakkolwiek by kroić,  z metra materiału nie ma cienia szansy uzyskać dwóch golfików dla (standardowego) 9-latka i (maławej) 6-latki. Domówiłam szybciutko pół metra i byłam gotowa uszykować zaplanowane stylizacje.

I tu ciekawostka! Dzianiny swetrowe jakoś nigdy specjalnie nie były moim głównym celem polowań materiałowych, tak tym razem synek  odmówił zdjęcia swetra po sesji. I nie drażnił go golfik przy szyi, nie narzekał na wzór – krótko mówiąc – stworzyłam sweterek idealny! Miękkość materiału przy skórze wygrała.

A same zdjęcia? Dwa podejścia, w sumie godzina ustawiania, groźby, przekupstwa i tłumaczenia… Ale mam TO! 😉

 

Szkoła baletowa

Planowanie kolejnego szyciowego przedsięwzięcia nie zawsze przebiega tak samo. Nigdy nie wiadomo skąd nadejdzie inspiracja. Potrafi zaskoczyć w postaci idealnej tkaniny. Innym razem wybór materiału jest ostatnim punktem przygotowań. Deseń, kolor i faktura – czasem jeden z czynników zadecyduje o wyborze tej, a nie innej tkaniny czy dzianiny, czasem wszystkie trzy. A jeśli wzór nie jest prostym deseniem?  Jeśli ma całą historię do opowiedzenia?

Ta wyjątkowa pętelkowa dzianina trafiła do mnie prosto ze sklepu MADO. Wzór wyjątkowy, acz trudny, zwłaszcza jeśli założeniem ma być ubiór dla dziecka. Elementy nadruku są duże – trzeba było rozsądnie rozmieścić je na ciuszku. No właśnie – na jakim? Może na kolejnej kurteczce? Pora niespecjalnie odpowiednia – nadchodzi zima. Ale znając Basię i jej niespieszny wzrost – będzie na wiosnę idealna.

Zdjęcia kolejny raz zrobiliśmy w otoczeniu pałacu w Kotowie. Już kilka razy wcześniej odwiedzaliśmy to miejsce – wyjątkowe, spokojne i klimatyczne. Nasze poprzednie wizyty możecie obejrzeć tu, tu i tu. Każdy element stroju został starannie dobrany by jak najlepiej dopasować się do opowieści przedstawionej za pomocą grafiki na dzianinie.

Paisley

Za Wikipedią:

“Paisley – wzór wykorzystywany w zdobnictwie tkanin. Pojawił się w Iranie prawdopodobnie na początku naszej ery. Do dziś jest popularny we wzornictwie krajów Bliskiego Wschodu. W Azerbejdżanie i Turcji znany jest pod nazwą buta, zaś w Iranie i Indiach jako botteh lub botha. W Polsce spotyka się określenie „wzór turecki”. Charakterystycznym elementem wzoru jest kształt łzy zakręconej u węższego końca. Nie jest jasne co dokładnie przedstawia wzór i jakie były jego pierwowzór, wspomina się o owocu mango czy migdale.”

I jak tu pozostać obojętnym, gdy sklepy internetowe dosłownie bombardują coraz bardziej interesującymi nadrukami? Ten motyw pojawił się w garderobie Basi już w zeszłym roku. Z dresówki pętelkowej powstała prosta jesienna sukienka i bluzeczka. Kilka miesięcy później w ofercie sklepu pojawił się ten wzór na tkaninie softshell – no i już wiedziałam, że powstanie kolejna kurtka… Wyszła ciut za duża, będzie służyła dłużej ;).

Podobnie jak w przypadku kurteczki Mehndi, zdecydowałam się sama przygotować ocieplinkę – pikówkę (podszewka z owatą przepikowaną we wzór w technice free motion quilting); dostępne w sklepach gotowe pikówki nie pasowały do mojej koncepcji.

W zasadzie nie biorę już pod uwagę innego modelu kurteczki dla córki niż ten. Jest bardzo dziewczęcy i odpowiednio długi by chronić ciałko przed chłodem i wiatrem. Za każdym razem sięgam po tą samą bazę – wykrój na parkę od Chicestilo i solidnie go modyfikuję.

 

Męskie szycie

Mój syn Jakub nie jest fanem wyszukanej garderoby. Uwielbia spodnie dresowe i prosty T-shirt. Rzadko kiedy daje się namówić na elegancki ubiór. Niespecjalnie też szaleje na myśl o moich wizjach ubrania dla niego. Zarzuciłam już jakiś czas temu próby nakłaniania go do obejrzenia asortymentu sklepu internetowego i wyboru wzoru na np. bluzę.

Kurtka jesienna nie była z nim konsultowana. Nie sugerował wyboru materiału. Po prostu kupiłam tkaninę w dresówka.pl i zaczęłam szyć. Gotową kurtkę przyjął z umiarkowanym entuzjazmem,  bez kręcenia nosem – co samo w sobie poczytuję sobie za spory sukces.

Mehndi

Mehndi – “hinduski zwyczaj dekorowania dłoni i stóp panny młodej skomplikowanym wzorem ze sproszkowanych liści henny”.  Wzór zaiste skomplikowany, ale niejednokrotnie zapierający dech w piersiach. Pod taką nazwę znajdziemy przepiękny wzór z najnowszej jesiennej kolekcji sklepu dresowka.pl. Urzekł mnie momentalnie, widziałam kolejny płaszczyk – tym razem z podszewką na chłodniejsze dni. Tkaninowy rachunek sumienia – przejrzenie zapasów i oferty sklepów internetowych nie dało rezultatu w postaci idealnej podszewki pikowanej.  Bo czyż nie byłoby grzechem użycie klasycznej pikówki w romby do tak finezyjnego wzoru? Jakkolwiek dość swobodnie podchodzę do łączenia barw, ten zestaw wzorów nie mógł opuścić mojej pracowni.

Siedzę przed monitorem, wpatruję się we wzór, widzę cień szansy, że świeżutka propozycja sklepu pojawi się na softshellu i nagle – olśnienie! Moja najświeższa fascynacja: free motion quilting – pikowanie z wolnej ręki wydaje się być rozwiązaniem idealnym. Sama zrobię sobie pikówkę! W szufladzie spoczywa podszewka, w składziku owata – pozostało połączyć szpilkami i w efekcie przepikować we wzory nawiązujące to nadruku tkaniny. Nie wiem czy ktoś jest w stanie zrozumieć moją euforię i dumę z pomysłu, która rosła wraz z każdym wbiciem igły w “kanapkę” (połączenie kilku warstw do pikowania).

 

Kamuflaż

Późnosierpniowe poranki i wieczory to pora by zacząć myśleć o garderobie jesiennej. Zeszłoroczne kurteczki softshell, z których Baś już wyrosła, grzeją inne ciałko, a u nas maszyna grzeje się by zdążyć przed prawdziwymi chłodami września (prognozy są szalenie optymistyczne). Pierwsze podejście – kurteczka nr 1 to sprawdzony krój od Chicestilo, modyfikowany na nasze potrzeby. Wcześniejsze realizacje z jego użyciem możecie obejrzeć tu, tu, i jeszcze tutaj.  Tak go polubiłam, że z lenistwa nie szukam już innych (na nadchodzący sezon jesienny szykuję jeszcze co najmniej jedną kurteczkę w tym stylu).

Wykrój to jednak dość wymagający, wymagał pewnych przeróbek, o których pisałam już wcześniej przy okazji prezentacji kurteczki w ptaszki. Kolejne zmiany, to nadanie bardziej “bombkowego” charakteru, który towarzyszy nam już od zeszłego roku (w dwóch różnych wydaniach – zerknijcie na wcześniejsze wydania).  Kilka warstw softshellu do przeszycia to też nie jest najłatwiejsze zadanie – w kilku miejscach szyłam baaardzo powoli posługując się jedynie kołem zamachowym maszyny. Igieł złamanych nie liczę (na takie okazje sięgam po okulary, by przed odłamkami igły chronić swoje oczy).

A miejsce do zdjęć napatoczyło się dość przypadkowo. Miałam inne plany fotograficzne na tą sesję, ale charakter nadruku – charakter kameleonów. Ostatecznie wylądowałyśmy w pachnącej pomidorami szklarni, gdzie wśród zieleni liści i czerwieni owoców, kurtka prezentowała się znakomicie.

 

Nadmorskie klimaty

Wakacje nad polskim morzem na stałe wpisały się w kalendarz letnich wojaży naszej rodziny. W tym roku padło na Świnoujście. Miałam w planach konkretne kadry, uszykowałam dla dzieciaków stylizacje. Z pomocą przyszedł mi lokalny second-hand, gdzie zakupiłam koszulę dla Kuby (damska, r0zmiar 36) oraz damską spódnicę z haftowanego batystu z myślą o przerobieniu jej na bluzeczkę dla Basi.

Na sesję wymarzyłam sobie okolice Młyna – miejsce dość oblegane za dnia. Nie mogłam liczyć na brak ludzi o zachodzie słońca, pozostała jedna opcja – wczesna pobudka i sesja o wchodzie słońca. Nie spodziewałam się zbytniego entuzjazmu, jednak dzieciaki stanęły na wysokości zadania, a nagrodą były cieplutkie bułki na śniadanie o 6:30 rano.

 

futerkowo – luksusowo

Przyzwyczajona do miękkości materiałów typu minky, nie sądziłam, że jeszcze jakaś tkanina ujmie mnie mnie tak bardzo swoją delikatnością…

Futerko z tiulowymi różami zachwyciło natychmiast – Baś swoim zwyczajem miziała dość długo (uwielbiam ten jej szacunek do materiałów i autentyczny zachwyt nad kolejnymi moimi zdobyczami). Bo było co miziać – mięsiste, gęste, z długim włosiem – żaden z dotychczasowych pluszowych materiałów nie jest w stanie równać się z naszym różowym cudem.

Plan był by uszyć kamizelkę – taką cieplutką – na chłodniejsze wieczory domowe. Przekopując zapasy tkanin, znalazłam idealnie pasującą kolorem pikowaną dzianinkę. Automatycznie zrodził się pomysł kamizelki dwustronnej. Szybki wykrój, jeszcze szybsze szycie – a efekt? Nielichy! 😉

Łowicz codzienny

Wzór łowicki króluje w polskich sklepach internetowych z dzianinami i tkaninami od kilku lat, pojawia się na białym tle, czarnym oraz kilku innych kolorach. Mnie osobiście ujął w białej wersji i już jakiś czas temu zakupiłam kupon tkaniny wodoodpornej z myślą o płaszczyku dla B. jednak dopiero pętelkowa dzianina z pasiakowym nadrukiem przyprawiła o szybsze bicie serca. Chwila – moment, była w koszyku, po upływie kolejnych kilku minut, płaciłam też za panel z subtelnym elementem łowickiego zdobnictwa.

Prosty krój – w zasadzie T-shirt lekko skrócony i doszyty do niego marszczony pas. Gdy w grę wchodzą takie nadruki, krój nie może przytłaczać. Baś doceniła moje starania, nazajutrz domagała się założenia sukienki do przedszkola. Może wyszła ciut za krótka, ale, nie oszukujmy się: białe tło? Góra jeden sezon.