Zawsze na czasie

Do ostatniej chwili czekałam. Wertowałam oferty sklepów w poszukiwaniu dzianiny idealnej. Bo w głowie był plan – zdjęcie rodzeństwa w świątecznym klimacie. Ale  takie bardziej portretowe, ponadczasowe, bez modnych tylko w tym roku dodatków.

Zakupy w sklepie Dresowka.pl kolejny raz uświadomiły mi, że dzieci ROSNĄ i że jakkolwiek by kroić,  z metra materiału nie ma cienia szansy uzyskać dwóch golfików dla (standardowego) 9-latka i (maławej) 6-latki. Domówiłam szybciutko pół metra i byłam gotowa uszykować zaplanowane stylizacje.

I tu ciekawostka! Dzianiny swetrowe jakoś nigdy specjalnie nie były moim głównym celem polowań materiałowych, tak tym razem synek  odmówił zdjęcia swetra po sesji. I nie drażnił go golfik przy szyi, nie narzekał na wzór – krótko mówiąc – stworzyłam sweterek idealny! Miękkość materiału przy skórze wygrała.

A same zdjęcia? Dwa podejścia, w sumie godzina ustawiania, groźby, przekupstwa i tłumaczenia… Ale mam TO! 😉

 

Szkolimy…

Dla tych, którzy śledzą moje poczynania, tajemnicą nie jest, że na co dzień pracuję w szkolę. Nauczanie weszło mi tak w krew, że postanowiłam spróbować swoich sił w nauczaniu edycji zdjęć. Z powodzeniem przeprowadziłam kilka szkoleń w różnych miastach w Polsce. Ostatnio miałam ogromną przyjemność współprowadzić weekendowe warsztaty z zakresu fotografii dziecięcej i fotomontażu z moją fotograficzną pokrewną duszą – Anią Węcel. Na miejsce szkolenia wybrałyśmy wyjątkowe miejsce w Wielkopolsce – Chatę Miłkowską, gospodarstwo agroturystyczne przygotowane z myślą o najmłodszych gościach. W sielskich klimatach tworzyłyśmy wyjątkowe obrazy. Na wielu z nich z pewnością rozpoznacie ubrania z wcześniejszych sesji Basi.

Zapraszam do obejrzenia kilku kadrów.

Domowe archiwum fotograficzne

Mam szczerą nadzieję, że dzisiejszym wpisem zmobilizuję Was do uporządkowania domowych zasobów fotograficznych i wywołania choćby małej  części z nich. Pozwolę sobie stwierdzić, że znaczący odsetek czytający te słowa kisi na swoim dysku zdjęcia sprzed co najmniej kilku lat. Przy każdej okazji, chcąc obejrzeć/pokazać/użyć jakieś pliki, przekopuje się przez rozmaite foldery, foldery w folderach czy inne podfoldery, do  których ścieżka dostępu jest niezwykle tajemnicza i zagadkowa (“skąd do cholery tam zdjęcia?”).  Czy wyobrażacie sobie usadzić babcię/prababcię – staruszkę przed komputerem czy tabletem chwaląc się serią 40 ujęć z 10 minutowej zabawy tym samym samochodzikiem? Czy nie lepiej zadbać by ulubione kadry miały odpowiednią oprawę?

Od początku mojej przyjaźni (czasem jednostronnej) z fotografią wkładam sporo energii (i jednocześnie środków finansowych) by najlepsze, ukochane zdjęcia znalazły swoje miejsce w odpowiednio przemyślanych albumach. Kuba ma 3 profesjonalne fotoksiążki, Baśka dwie (trzecia w drodze). Od początku związałam się z jedną firmą i jestem absolutnie zadowolona ze współpracy z nimi (ale o nich kiedy indziej).

Albumy tworzyłam według następujących założeń: wszystkie w jednym formacie – kwadrat 20×20, 22 rozkładówki, brak zdjęć wspólnych (to miał być osobny projekt).

Na Facebooku znalazłam ofertę stosunkowo świeżej na polskim rynku niemieckiej firmy Saal-digital. Oprócz przedstawienia swojej oferty znalazłam propozycję recenzowania ich produktu. Nie wahając się, stworzyłam fotoksiążkę z zalegających zdjęć typu “Kuba+Basia”i zamówiłam. Okazało się, że materiału nie było bardzo dużo, ale powstała całkiem zgrabna książeczka

DSC05156 DSC05157 DSC05166 DSC05170 DSC05178

Pierwsze wrażenia? Książka elegancko wykonana – brak jakichkolwiek zastrzeżeń. Kolejne przemyślenia?

PLUSY:

  • zdjęcia naświetlone poprawnie (pracuję na laptopie – pozostaje mi ufać labom)
  • staranne wykonanie
  • możliwość swobodnego projektowania po pobraniu makiet rozkładówek
  • szybka realizacja zamówienia. Złożone we wtorek, w piątek było u mnie
  • śledzenie losów produktu: od zamówienia – do dostarczenia

MINUSY: (głównie w porównaniu do oferty konkurencji, która rozpuściła mnie zarówno obsługą, jakością, jak i ceną)

  • CENY! Porównałam ceny z konkurencją. Ta sama fotoksiążka potrafi kosztować do 200 zł drożej
  • cienkie strony (w porównaniu z konkurencją). Grube za sporą dopłatą
  • chat z supportem zawsze offline. Brak możliwości innej komunikacji niż e-mail lub formularz na stronie.
  • problemy z webshopem na różnych przeglądarkach. Np. nie mogłam sfinalizować zamówienia przez Firefox.

W tym miejscu pozostaje mi podziękować Saal-digital za kolejną fotoksiążkę w domowej kolekcji. Niestety, biorąc pod uwagę głównie aspekt cenowy, pozostanę wierna dotychczasowemu labowi – www.najlepszefoto.pl.